Już od pierwszych wiadomości wiedziałem, że ten dzień będzie pełen ciepła i uśmiechu. Paulina pisała o przygotowaniach z ogromnym spokojem – wszystko dopięte, plan ułożony. Zdradziła też kilka szczegółów, które od razu wywołały uśmiech: cukierki po wyjściu z kościoła, dwie dziewczynki sypiące kwiatki, a na parkiecie salsa jako pierwszy taniec.
Ślub odbył się w pięknym kościele w Woli Radziszowskiej, a wesele w Villa Róż – miejscu z klimatem. Goście mogli poczuć się częścią historii także dzięki dużej, drewnianej ramce przygotowanej przez Parę Młodą – świetny pomysł, który nadał fotografiom jeszcze więcej charakteru.
To był dzień, w którym tradycja spotkała się z naturalnością i radością. A ja miałem ogromną przyjemność być obok, obserwować i zatrzymywać w kadrach te wszystkie małe i duże chwile.







